poniedziałek, 7 marca 2016

Pielęgnacja skóry i włosków noworodka/niemowlęcia, ciekawy gadżet-tron, co zamiast chusteczek?/ Promocja w Tesco.

Witajcie :)

Jak pielęgnować noworodka?- to dylemat każdej młodej mamy :) W swoim przypadku stawiam na naturę, więc czemu w przypadku mojej córeczki miałabym robić wyjątek.
Moja córa nie kąpie się w pianie. Pierwszy miesiąc kąpałam ją(no dobra to zadanie taty :D) jedynie w przegotowanej wodzie(po tym czasie zauważyłam, że moje nadzwyczajnie ruchliwe dziecko potrzebuje czegoś więcej) Dopiero po miesiącu wprowadziłam szampon i płyn do kąpieli(dolewałam odrobinkę płynu do wody)

Wybór padł na EO LABORATOIRE baby care żel&szampon da dzieci 0+ To był naprawdę strzał w dziesiątkę. Łagodny zapach, przezroczysty kolor, praktycznie brak piany. Żel pienił się naprawdę bardzo, bardzo delikatnie, ale domywał skórę dziecka. Nie podrażniał, nie wysuszał. Byłam z niego naprawdę zadowolona.
Skuszona kosmetykami Eo Laboratoires postanowiłam następnym razem kupić krem-mydło dla dzieci 0+ Mydełko jest białego koloru i pieni się mocniej niż żel&szampon. Nadaje się do mycia włosów maluszka. Nie podrażnia i nie wysusza. Jednak wydaje mi się, że szampon jest delikatniejszy. Mydełko jest znacznie bardziej wydajne.
Skóra mojej córeczki była od samego początku dość sucha i szybko zdałam sobie sprawę, że potrzebujemy emolientów. Apteczne(emolium emulsja do kąpieli- próbki dostałam w szpitalu) na niewiele się zdały. Z pomocą przyszedł nam olej migdałowy I Provenzali.

To emolient, który uelastycznia, nawilża, zapobiega powstawaniu rozstępów(zbawienny dla kobiet w ciąży) Najpierw kąpałam małą w "rosołku", ale nie byłam zadowolona z tego sposobu(skóra maluszka nadal była sucha) Postanowiłam nacierać wilgotną jeszcze skórę olejkiem migdałowym i to nam pomogło. Położna odwiedziła nas po miesiącu od urodzenia mojej córki i nie mogła przestać dotykać(i komplementować) jej skóry ;) Skórę głowy smarowałam przed kąpielą(jak widać mała włosomaniaczka miała olejowane włoski od urodzenia :D) i nie doświadczyłyśmy np. ciemieniuszki na główce. Skóra na główce była nawilżona, nie łuszczyła się.
Będąc jeszcze w ciąży dostałam w prezencie oliwkę do ciałka. Do tej pory stoi nieotwierana. To nie nasza bajka.
Kolejną zagwozdką stała się pielęgnacja pupy. Muszę najpierw napisać, że moja córka robiła chyba 100, bardzo śluzowatych, zielonych, podrażniających kupek. Mimo wszystko nie miałyśmy problemów z podrażnieniami. Pieluszki zmieniałyśmy bardzo często, nie było mowy o dłuższym kontakcie pupy z kupką(dodam jednak, że moja córka praktycznie nie spała, miała problemy z dyschezją niemowlęcą, więc widziałam i słyszałam, gdy chciała zrobić kupkę ;) )
Zauważyłam, że w szpitalach praktycznie każda mama kupiła(lub planowała kupić) sudocrem. Widziałam jak mamy smarują nimi pupki swoich świeżo narodzonych dzieci. W moim szpitalu odradzano go młodym mamą(choć z drugiej strony to tam dostałam dwie próbki tego specyfiku) Ja się przychylam do tej rady. Moim zdaniem sudocrem to nie jest krem mający zapobiegać odparzeniom i nie należy go nadużywać jeśli nie ma takiej potrzeby.
Stosowałam głównie Nuby maść pod pieluszkę Dr.Talbot's. Bardzo fajna, strasznie gęsta maść. Podczas upałów zepsuły mi się jednak 2 opakowania(jest naturalna) i to trochę mnie do niej zraziło.



W Biedronce dokupiłam kojąco-ochrony krem przeciw odparzeniom 2w1 dada. To był mój tak zwany krem"podróżny" Nie nadaje się na co dzień. Jest moim zdaniem trochę zbyt słaby. Jak na krem z cynkiem to skład jest ok.
Czytałam, że w przypadku pielęgnacji dziewczynek nie powinno stosować się pudrów do ciała. Mimo wszystko stosuje takie produkty z dużym powodzeniem. Wszystko sprowadza się do sposobu nakładania. Pudru nie należy sypać bezpośrednio na skórę.. Będzie się rolował i podrażniał np. w pachwinach. Nakładam go na wacik i "stempluje" nim skórę. Czyli używam jedynie minimalnej ilości pudru. Działa i nic się nie roluje.
Używam pudru dla dzieci Himalaya Herbals Baby Powder(9,99)oraz łagodzącej zasypki do ciała Sylveco(14,99) Nie da się ukryć, że skład zasypki jest znacznie lepszy- skrobia kukurydziana, tlenek cynku, alantoina, naturalny olejek eteryczny z rumianku. Nie zawiera talku i chemicznych substancji zapachowych. Mimo wszystko muszę stwierdzić, że to puder Himalaya lepiej zapobiega odparzeniom.

Olej kokosowy może zastąpić krem do pupy oraz kremik do ciałka. W naszym przypadku(przypominam- sto żrących kupek dziennie) się nie sprawdzał. Wiele mam jednak go sobie chwali :)

Kremik, puder, ale wcześniej trzeba jakoś pupkę umyć. Często(gdy moja P była mniejsza)przemywałam jej skórę zwilżonymi(przegotowaną wodą) chusteczkami.

Obecnie używam emulsji leczniczej z oliwy i wody wapiennej. Chroni, łagodzi ewentualny ból, zachowuje się jak balsam(często bywa, że już nie stosuje później kremu/pudru) Na czystą pupę(jedynie zasikaną) wystarczy wacik z niewielką ilością emulsji) W przypadku kupki należy użyć czegoś większego(np. lekko zwilżonej wodą chusteczki)





Równie dobrze sprawdzi się organiczne mleczko z migdałami Alphanova Bebe. 
(źródło)
Przyda się do przemywania buźki dziecka(choć ja głównie stosuję zwilżone waciki, dodam jednak, ze czasami buźka jest zbyt brudna- w szczególności po jedzeniu i takie mleczko załatwia sprawę), stanowi alternatywę dla chusteczek nawilżanych.

Innym zastępnikiem może być Coslys hipoalergiczna woda micelarna, lub myjąco- pielęgnujące mleczko.

(źródło)

Nie przekreślam jednak chusteczek i w terenie używamy np. chusteczek z Kauflandu lub Biedronki(choć skład mogły być krótszy, plus za początek woda, olej słonecznikowy, olej lniany, olej roślinny, alantoina, gliceryna...)



Dodam, że wersja z aloesem uczulała moją córę.



Z firmy Eo Laboratoire kupiłam krem do codziennej pielęgnacji 0+(14,00) i muszę przyznać, że nie żałuję swojej decyzji. Piękny skład i lekka konsystencja. Już drugim składnikiem jest masło shea. Krem(pomimo lekkiej konsystencji) jest tłuściutki. Pozostawia na skórze dziecka przyjemną, otulającą powłoczkę. Często podbieram jej ten kremik ;) Uwielbiam go ;) Podczas okresu grzewczego znów miałyśmy problem z suchą skórą na kolankach. Tym razem olej migdałowy był troszkę za słaby. Po użyciu kremu do codziennej pielęgnacji znów jest gładziutka jak pupcia niemowlaczka;) Jestem mu wierna.
Wyjaśniając: Nie smarowałam ciała mojego dziecka olejkami, kremami, gdy jego skóra była nawilżona. Pozwalałam jej oddychać. Wyznaję zasadę, że im mniej tym lepiej :)Dlatego emulsja biolaven podbiła moje serce. Zastępuje chusteczki i kremik.
Naszym kremem z filtrami jest Eco Cosmetics krem na słońce spf 45. Wodoodporny, zawiera owoc granatu, rokitnik, mineralne filtry. Dlaczego on? Bo miałam już z nim do czynienia i darzę go sporym zaufaniem. Testowałam go zarówno w Pl jak i we Włoszech (wyspa mieściła się bliżej Tunezji, panują tam ogromne upały)

Nie muszę chyba przypominać wam jak wyglądały moje plecy, gdy stojąc w ogromnym korku musiałam ściągnąć kurtkę(motocykl) Twarz, ramiona zostały posmarowane powyższym filtrem i nie zostały nawet zaróżowione(ramiona również były narażone na silne działanie promieni słonecznych) Chyba nie muszę dodawać nic więcej;)

Przejdźmy zatem do pielęgnacji ząbków.



Na początku używałam silikonowej szczoteczki nakładanej na palec. Sprawdza się w przypadku masażu dziąseł. Moje dziecko nie przepada za nią. Aktualnie woli zwykłą, miękką, maleńką szczoteczkę do rączki(próbuje sama myć ząbki)

Jakiś czas temu usłyszałam od znajomej, że moja córeczka jest taka maleńka a ja już każę jej myć zęby :) Trochę mnie to rozbawiło, ponieważ na uczenie dobrych nawyków nigdy nie jest za wcześnie.  Poza tym mojej córce rośnie już 8 ząbek(a myć zęby należy już od 1) Wybór padła na pastę do zębów lavera z wyciągiem malin i truskawek. Piękny skład, nic się nie stanie jeśli maluch zje pastę. Na chwilę obecną jestem zadowolona.
Ciekawie wygląda szczoteczka Jack N'Jill Bio szczoteczka do zębów. Rączka wykonana jest z 100% włókien kukurydzianych, włosie z rośliny Spergularia Echinosperma. Może ją kiedyś wypróbujemy ;)
(źródło)
Włoski rozczesywałam szczoteczką z włosia kozy. Recenzja tutaj. Jest znacznie delikatniejsza niż jej drogeryjne zastępniki.

Pierwszy włosowy problem z nami. Pisałam o nim tutaj. Sprawcą było wielogodzinne tarcie główką(w okresie, gdy panowały okropne upały)

Raz na jakiś czas można nałożyć troszkę olejku na włoski- aby ułatwić rozczesywanie. Na wprowadzenie odżywki jest jeszcze za wcześnie.
Nie miałyśmy problemów z ciemieniuszką na główce. Pojawiła się jednak na brwiach(nie będę was straszyć zdjęciami z tego okresu)

Być może przyczyną była pojawiająca się w tym okresie nadwrażliwość na mleko.
Posłuchawszy położnej, kupiłam olejuszkę-olejek na ciemieniuszkę Skarb Matki.

(Źródło)

Nigdzie nie mogłam znaleźć jej pełnego składu. Okazało się, że olejek zawiera olej słonecznikowy, parafinę, trójgliceryd  kaprylowo-kaprynowy(emolient),emolient,(octyldodecanol),wosk pszczeli, ekstrakt z liści brzozy, ekstrakt z kwiatu lipy, leciutki silikon(dimethicone copolyol), olej z krokosza barwerskiego.
Olejek był bardzo płynny i moja córka od razu wtarła go sobie do oczka ;) Oczko zrobiło się lekko czerwone.
Wiedziałam, że sytuacja się powtórzy(moje dziecię zachowywało się wtedy jakby chciało sobie wydłubać te oczy)
Olejuszka kosztowała nas coś koło 23zł i żałowałam, że ją kupiłam(ale my nie miałyśmy problemu z ciemieniuszką na głowie)
Postawiłam na własne mleko. Tak, własne mleko. Polecam przeczytać ten artykuł klik. Na początku(łuska była gruba i pojawiła się nagle) stosowałam także olej migdałowy i balsam na popękane brodawki Babydream fur mama. To głównie balsam na popękane brodawki zmiękczył łuskę. Starałam się ja delikatnie wyczesywać(choć i była zdzierana przez moje dziecko, mimo wszystko obyło się bez ranek) Potem starczało już nam samo mleczko. Nie odciągałam go, samo kapało ;)
Mój maluszek musiał mieć idealnie obcięte pazurki. 


Obcinałyśmy je co 3 dni(nadal np. raz na tydzień to mało)- a i tak często 3 dnia miała zadrapania wokół oczka :/ Nie robiłyśmy tego oczywiście na początku. Płytka paznokcia jest bardzo delikatna i trzeba uważać aby nie obciąć zbyt dużo. Paznokcie mojej córki musiałam(i nadal muszę)obcinać przez sen. Nie używałam dziecięcych obcinaczy, nożyczek. Stosowałam dorosły nożyk do skórek- i nigdy nie zrobiłam nim córeczce krzywdy. Nie mogłam sobie poradzić z obcinaczem(moim zdaniem nadal zbyt dużym) przy aż tak malusich np. stópkach(do tej pory są maleńkie, jeszcze niedawno nadal mieściła się w noworodkowe butki)i mikroskopijnych pazurkach.

Muszę przyznać, że największy problem miałyśmy z pieluszkami. Nie zdecydowałabym się na wielorazowe, ponieważ musiałabym kupić ich naprawdę sporo (zużywałam gigantyczne ilości pieluszek). Ze względu na dyschezje bywało, że jedna kupka zbrudziła aż 3 pieluszki( czasami kończyła ją po 5,15,30minutach i nie czekałabym aż tyle)
Najpierw używaliśmy pampersów "dwójek", potem dostaliśmy "jedynki"dady. W dadach podobały mi się napisy(np. kocham Cię, miłego dnia) Nie sprawdzały się w przypadku aż tak śluzowatej kupki. W szpitalu dostałam próbki pieluszek pampersów premium.

Zwykłe pampersy i pampersy premium:



Czym się różniły od pozostałych pieluszek? Zawierały pasek informujący o stanie pieluszki(mocz zabarwiał go na niebiesko) Niby nic, ale jednak rozleniwia :D Tylko pojedyncze sztuki zawodziły w tej kwestii.

Pieluszki premium posiadały specjalną powłoczkę absorbującą rzadką kupkę. Były najlepsze. Chłonęły gigantyczne ilości wody(można przeprowadzić test), najlepiej radziły sobie z kupką.

Choć i one nie były idealne i często musiałam prać wszystkie ubranka wraz z pościelą ;) (a przecież ciągle słyszałam, że mam tak dobrze posiadając dostęp do jednorazowych pieluch) Przyznam jednak, że kupki mojej córki były duże(wyciekały bokami, pleckami) Z tego względu szybko przeszliśmy na trójki.Większa pieluszka lepiej sobie radziła z taką ilością kupki. Myślę, że ta powłoczka jest idealna na rzadkie, ale nie aż tak śluzowate kupki jak u mojego dziecka. Grafika była bardzo skromna. Mimo wszystko przyciągała uwagę maluszka(była bardzo rozgarnięta, w 3miesiącu usłyszałam mama :D, praktycznie od urodzenia oglądała swoje pieluszki) Następnym etapem były pampersy premium 4. 

Pieluszka wyglądała zupełnie inaczej. Jest cieńsza(mniej chemicznego absorbentu, tylko hmm... moją córeczkę budziły czasami mokre plecki), absorbent kończy się za wcześnie, siateczka absorbująca rzadką kupkę uległa zmianie.
(pampersy premium 1,2,3, pampersy premium 4-porównanie siateczki)







Moja córka nadal potrzebowała pieluszek z poprzednią siateczką.
Pampersy premium 4 są znacznie cieńsze niż Dada 4.





Dada premium comfort fit(cieńsze jedynie na tyłku- krótsza warstwa chłonna) i premium soft(wolałam je)





Kupiłam pieluszki z Kauflandu(wickies) Były ogromne(większe niż dady, pampersy), mocno zabudowane(podrażniały moją córkę), brak elastycznych boczków(a byłam pewna, że wszystkie pieluszki je mają), brak żelującego absorbentu(to plus), były bardzo chłonne(kolejny i bardzo znaczący plus). Brak elastycznych pasków da się przeżyć, ale nie podrażnienia(po dłuższym kontakcie z pieluszką np. po nocy-brak wietrzenia, pieluszka była mocno zabudowana)
(porównanie z pampersami-ten sam rozmiar)





Zdecydowaliśmy się na zachwalaną przez wszystkich pieluszkę Dada. I ona czasami przeciekała nam nocami. Pierwsze opakowanie pieluszek strasznie śmierdziało benzyną. Czytałam podobne opinie na ich temat i wierzę, że nie wszyscy tego doświadczyli. Dlaczego? Ponieważ następne opakowanie nie miało już tego zapachu. Niby ok, ale nie byłam do końca zadowolona. W szpitalu udało nam się przetestować pieluszki Bella i wydawały się być ok.
Dostałam pieluszki z lidla. Bardzo cieniutkie(cieńsze od pampersów premium), ale wkład chłonny znajdował się jedynie na początki pieluszki. Zużyłam  parę pieluszek i odstawiłam je. Nie byłam z nich zadowolona.








Aktualnie stosuję pieluszki Tesco Loves Baby. Wyglądają prawie identycznie jak Dady, są chyba troszkę dłuższe. Na chwilę obecną nie przeciekła nam ani jedna pieluszka, brak dziwnych zapachów, przystępna cena(29,90)













Do tej pory przydają się nam podkłady i turystyczny przewijak.



I teraz co nieco o Tronie :)



Jednorazowy biodegradowalny nocnik(kupiony na przyszłość)
Opis:
"Pani Bożena (inicjatorka TRONu) jest matką trójki dzieci i wielokrotnie znalazła się w sytuacji awaryjnej, gdy jej pociechy potrzebowały skorzystać z toalety w miejscu kompletnie do tego nieprzystosowanym, bardzo brudnym lub w niesprzyjającym czasie itp. Dodatkowo produkt ten spełnia znakomicie swoją funkcję w samochodzie, na wypadek choroby lokomocyjnej jednego z pasażerów. Udźwig - 30kg"


Wielokrotnie i ja sama widziałam toalety brudne, niezdatne do użytku ;) Myślę, że to genialny gadżet to torebki i samochodu. W środku znajduje się taka jakby pieluszka(jak w wkładach do nocnika) pochłaniająca mocz. Został zaprojektowany i wykonany w Pl. Cena- 5,99zł. Miałyście? Słyszałyście o Tronie?
Fanki polskich, naturalnych kosmetyków mogą także zwrócić uwagę na kosmetyki MomMe(dostępne w Rossmannie)









olejek




A o to co upolowałyśmy na promocjach w Tesco:







 (dla mamy ;) )

Allegro


SH Kombinezon Kappahl za całe 8 zł. Wyglądał jak nówka(plus za podwójny zamek, jest bardzo wygodny- łatwo ściągnąć go dziecku w samochodzie i bez problemu ubrać)

Zastąpi nasz ukochany czerwony kombinezon, z którego moja mała już wyrosła.

Upolowałyście coś w Tesco? Jak pielęgnujecie skórę waszych dzieci? Wyznajecie zasadę, że im mniej tym lepiej? Zwracacie uwagę na składy? Co robicie ze starymi ubrankami waszych pociech? Sprzedajecie, czy zostawiacie sobie?



piątek, 19 lutego 2016

Pielęgnacja włosów w ciąży i po porodzie- moje podejście/aktualizacja.

Witajcie :)



Każda(no prawie) młoda mama przed narodzinami maluszka zaczyna wyszukiwać wszelakich informacji w książkach i internecie. Dotyczą one pielęgnacji własnej i maluszka, żywienia itd. Po kilku godzinach spędzonych w sieci postanowiłam wyluzować. Miałam wrażenie, że powinnam się jedynie położyć i czekać na poród. Każdą naturalną dolegliwość jaką wpisywałam w wyszukiwarkę, pewna grupa osób komentowała jako np. zbliżające się poronienie. Do tej pory nie wbijam się w sztywne standardy. Ba, niektóre artykuły jedynie mnie stresowały. Aktualnie skupiam się jedynie na tekstach dotyczących takich maluszków jak moje dziecię(klik)
Tak samo było w przypadku pielęgnacji włosów. Na początku odstawiłam wszelakie wcierki, szampony z sles itd. -ale czekaj, czekaj przecież bez gruntownego oczyszczenia skóry głowy zaczynam mieć problem ze świądem. Muszę stosować szampon z sles co 3 mycie I nie zamierzam(nie mogę) z niego zrezygnować. Stosowałam wiele kosmetyków z zakazanej listy szkodliwych składników. Robiłam to jednak z głową.

Moje włosy na początku ciąży straszliwie wypadały. I nie mogę tego zwalić na ciążowy stan lub dietę, ponieważ działo się tak już wcześniej. Ciąża miała ogromny wpływ na moją dietę, ale odczuwałam to dopiero w 2-3 miesiącu. Początkowo mogłam jeść normalnie. Jedyne co zaobserwowałam na początku ciąży to widok ogromnych, sinych żyłek na dekolcie(miałam wrażenie, że wyglądam jak zombie) i nagły zanik bólu "okołookresowego" Test zrobiłam ze względu na przeczucie(nic nie wskazywało na ciążę) Potem doszło kłucie w brzuchu i dopiero później rewolucję żołądkowe. Musze przyznać, że nie wymiotowałam zbyt wiele(ze względu na hormony max 7x)- a jeśli już to główną przyczyną była ogromna migrena( dopiero potem zorientowałam się, że winowajcą było bardzo niskie ciśnienie) Tak czy inaczej moja dieta zmieniła się drastycznie. Do 2 trymestru nie mogłam patrzeć na wiele lubianych przeze mnie potraw. Niechęć do mięsa utrzymywała się aż do 9 miesiąca. Żelazo musiałam zastępować innymi produktami. Na szczęście udało mi się uniknąć niedoborów. Zareagowałam, gdy moje wyniki spadały. Tak więc dieta jak i ewentualny stres mogą mieć ogromny wpływ na wypadanie włosów także w okresie ciąży.  Warto zwrócić uwagę na mięso, ryby, gruboziarniste kasze, pieczywo razowe, brokuły, brukselkę, pestki dyni, słonecznika. Cieszę się, że przed zajściem w ciążę jadłam bardzo zdrowo. Dzięki temu moje wyniki były idealne i te kilka miesięcy "gorszego jedzenia"(miałam bez przerwy ochotę na chrupki smakowe- nie jadłam ich wcześniej i nie jem ich teraz) nie miały na nie wpływu. Przez cały okres ciąży i karmienia piersią zażywałam suplement diety elevit pronatal.

Zioła stosowane w ciąży mogą pomóc uporać się z wieloma problemami. Trzeba jednak wiedzieć, które są bezpieczne. Od czasu do czasu można się napić pokrzywy, imbiru(świetnie działa na mdłości, aktualnie nie wyobrażam sobie koktajlu bez niego), prawoślaz(kaszel, zaparcia),melisa. Często sięgałam po herbatkę Rooibos. Wykazuje działanie np. przeciwskurczowe, przeciwwirusowe, wspomaga zasypianie. 3 herbatki zaspokajają 1/3 zapotrzebowania na żelazo. Wykazuje działanie antyalergiczne, antydepresyje.  Herbatka rooibos z cząstkami imbiru(związki chemiczne w imbirze działają przeciwskurczowo) łagodziła delikatne bóle menstruacyjne w moim wypadku.

Na początku ciąży odstawiłam kawę(tak czy inaczej piłam ją bardzo rzadko) W późniejszym okresie pokornie do niej wróciłam, gdy okazało się, że mam bardzo niskie ciśnienie. Ciekawy artykuł na temat kawy znajdziecie tutaj klik. I takiego rozsądnego myślenia starałam się trzymać przez całą ciążę. W poście na temat pielęgnacji skóry po porodzie pisałam, że robiłam domowy peeling z kawą. Taki peeling nigdy nie działał na mnie pobudzająco, więc i tutaj nie zrezygnowałam z dobroczynnego działania kofeiny(mimo, że jest na liście zakazanych w tym okresie substancji) Dodatkowo taki peeling z jedynie 2 łyżek kawy starczał mi na bardzo długo(mieszałam go z olejami, masłami i innymi składnikami) Kawę piłam wtedy, gdy czułam, że zaczyna mnie boleć głowa. Moim zdaniem lepiej wypić kawę niż faszerować się tabletkami( a niestety ale bywało, że nie mogłam tego uniknąć)

Farbowanie włosów w ciąży to drażliwy temat. Myślę, że każda mama powinna sama zdecydować czy nadal będzie to robić. Nikogo nie mam zamiaru namawiać, ani zniechęcać do tego. Polecam jednak rzadsze farbowanie- zwłaszcza w 1 trymestrze, oraz wybór delikatniejszej farby(pamiętajmy o wietrzeniu pomieszczeń) Mama, która zamierza zaprzestać farbowania włosów może sięgnąć np. po hennę. Jednak i tutaj w 1 trymestrze możemy po prostu nie znieść takiego farbowania. Między 1 a 2 trymestrem ciąży zafarbowałam brwi indygo(jak zwykle) Strasznie mnie wtedy uczuliło. Miałam wrażenie, że moja skóra się pali. Nie odnotowałam takiej reakcji na indygo wcześniej ani później. Aktualnie nadal barwię nim brwi i nic się nie dzieje. Nie mogłabym także wtedy używać chemicznej farby, ponieważ jej zapach był dla mnie zbyt intensywny(jak w przypadku wielu innych chemikaliów)

Należy szczególną uwagę zwrócić na olejki eteryczne. Mogą one zaszkodzić zwłaszcza w pierwszym trymestrze(wywołując skurcze) Zakazane olejki to np. anyżowy, bazyliowy, z szałwii, kopru, jaśminu, cynamonu, kminku, gałki muszkatołowej, hyzopu, mirry, pietruszki,tymianku itd. Jednak i tutaj zdarzają się wyjątki. Przykładem jest np. olejek mandarynkowy, który działa uspokajająco(pomoże na bezsenność) i można go palić w kominku. Nadaje się dla dzieci, osób starszych i kobiet w ciąży. Po porodzie można go wykorzystać jako dodatek np. do kremu w walce z rozstępami. Ciężarne kobiety mogą także zastosować np. olejek pomarańczowy- poprawia nastrój. Po pierwszym trymestrze można zwrócić uwagę na olejek lawendowy(nie należy go także stosować podczas kuracji preparatami jodu i żelaza, przy niedociśnieniu tętniczym)-uspokaja.

W czasie ciąży stosowałam wcierki. Postawiłam jednak na domową, bardzo prostą wcierkę. Pisałam o niej tutaj, efekty tutaj. Musiałam ją stosować, ponieważ moje włosy w tym okresie bardzo wypadały. Pojawiły się prześwity, o których pisałam tutaj. Nawet jeśli włosy nie wypadają(ze względu na hormony) to taka wcierka może pomóc dorobić się nowych baby hair. Dzięki nim udało mi się zgęścić prześwity.

Przeważnie włosy w tym szczególnym okresie nie wypadają. W pierwszym trymestrze mogą natomiast zacząć się przetłuszczać(pomoże płukanka np. z pokrzywy), pasma stają się suche. Może pojawić się łupież. Spotkało to także mnie, mimo, że nigdy wcześniej nie miałam z nim aż takiego problemu. Pomogło wcieranie w skalp wywaru z kocanki włoskiej.
Mój post na ten temat znajdziecie tutaj. Muszę przyznać, że moje włosy w czasie ciąży znacznie łatwiej się podkręcały, skóra głowy do samego końca ciąży przetłuszczała się tak jak wcześniej(a liczyłam, że będę mogła rzadziej myć głowę)


Na szczęście przed ciążą dane mi było testować wcierkę Hair Medic (klik, klik- efekty na skalpie) I to dzięki niej świąd, łuski ustąpiły na długi, długi czas(aż do teraz) Dzięki niemu odpadł mi chociaż jeden problem podczas ciąży. Polecam go każdemu, kto posiada bardzo wrażliwą skórę głowy.



Moja pielęgnacja włosów nie zmieniła się zbytnio. Warto trzymać się sprawdzonych produktów. Jednak i to nie gwarantuje sukcesu. W czasie ciąży podrażniały mnie kosmetyki z aloesem(także te stosowane na długo przed nią) oraz wspomniane już wcześniej indygo. Ponadto włosy zrobiły się suche i bardziej wymagające, więc bywało, że szukałam czegoś nowego. Dzięki temu pozbyłam się np. łupieżu. Postawiłam jednak na kosmetyki z dużą ilością olei, ograniczyłam chemię.

Muszę przyznać, że moje włosy najładniej wyglądały po porodzie. Nagle przestały się przetłuszczać- nie na długo. W okresie połogu cierpiałam na nocne poty(głównie w okolicach klatki piersiowej) Budziłam się(a raczej córeczka mnie budziła) nie tylko z mokrą koszulką, ale także z mokrą kołdrą. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś takiego. Często miałam wrażenie, że ktoś oblał mnie wiadrem z wodą. Jak się możecie domyśleć i włosy nie wyglądały wtedy zbyt dobrze. Teraz(10 miesięcy po) nadal bardzo szybko się przetłuszczają.
Co z tym wypadaniem po porodzie? Cykl włosa składa się z kilku faz: anagenu(90 % włosów), który trwa 2-8lat, katagenu(włos przygotowuje się do wypadnięcia- jego koniec odrywa się od brodawki znajdującej się w mieszku i przesuwa bliżej powierzchni skóry- 0,5-1%)  trwającego dwa tygodnie i telogenu(faza spoczynku mieszka 10-20% włosów)- trwa 2-4 miesięcy oraz egzogenu, czyli fazy uwalniania włosa, następuje utrata włosa telogenowego(koniec nowego włosa wypycha kolbe włosa telogenowego), następuje proces reaktywacji. W ciąży ze względu na wysoki poziom estrogenów włosy nie słabną(mieszki nie przechodzą w fazę katagenu) 2,5-3 miesiąca po porodzie poziom estrogenów spada(największy spadek pojawia się pomiędzy 3 a 6 miesiącem) i włosy wypadają. Wypadają stare włosy(te które miały wypaść w ciąży), oraz te, które powinny wypaść teraz zgodnie z naturalnym cyklem włosa(to nieuniknione) To właśnie dlatego wypadanie włosów po porodzie wygląda aż tak gwałtownie. Może ono trwać nawet do 9 miesięcy lub dłużej- jeśli młoda mama karmi piersią(lub cierpi na depresję poporodową) Wszystko za sprawą wysokiej prolaktyny lub np. diety. Trzeba wtedy szczególną uwagę zwrócić na swój jadłospis ponieważ w pierwszej kolejności wasz organizm zadba o maluszka.
A jak to było u mnie? Musiałam przejść na dietę bezmleczną. Moje dziecko krzyczało z powodu bóli brzuszka aż do 6 miesiąca(potem było troszkę lepiej) Nie miałam zbyt wiele czasu na regularne posiłki. Wszystko musiałam robić przy cierpiącym maluszku, które nigdy nie śpi(sen o 5, czy 1 w nocy to norma nawet teraz) Aktualnie mam niedowagę. Stres(cierpienie własnego dziecka boli) towarzyszył mi bez przerwy. Wypadanie włosów pojawiło się około 2,5-3 miesiąca po porodzie. Było bardzo gwałtowne. W ciągu 3 miesięcy straciłam 1,5cm w kucyku(przypominam, że moje włosy wypadały w czasie ciąży)

Po tym czasie moje włosy nadal wypadały, tylko w mniejszej ilości. Myślałam, że nie uda mi się go zwalczyć do końca(kp) Myliłam się. Aktualnie włosy mi nie wypadają.
Jak wyglądała moja pielęgnacja?
Postawiłam na szampon z tauryną, ginkgo biloba, wróciłam do "papek na skalp" Mieszałam porcję odżywki(sekrety afryki balsam do włosów aktywny wzrost i wzmocnienie) z odrobiną wody, glinką(biała z jonami srebra, błękitna z żeń-szeniem, złotym korzeniem Fitocosmetik), pudrem brahmi. Całość spłukiwałam po 5-10-15 minutach. Przez pewien czas stosowałam szampon z solanką(Zdrój szampon leczniczy) 



To wszystko wystarczyło abym dorobiła się wysypu baby hair(nowe bejbiki przestały się pojawiać po odstawieniu powyższych kosmetyków i znów się zaczęły ukazywać, gdy do nich wróciłam)



Wróciłabym do walki o każdy włosów(1)- gdybym nie karmiła piersią.
Musiałam obciąć 7 cm przerzedzonych końcówek i wiem, że to nadal zbyt mało. 
O takiej gęstości włosów mogę już jedynie pomarzyć:

Tak czy inaczej nie zdecydowałam się na drastyczne cięcie. Mam 6cm w kucyku- a raczej miałam(grzywka mi odrosła)




Aktualnie:


Włosy są zbyt długie. Zastanawiam się nad oddaniem(po uprzednim zapuszczeniu jeszcze 5cm) 25 cm włosów na fundację. Wiem, że włosy mogą być farbowane. Zastanawiam się jednak czy mogą być farbowane indygo(bez henny) Poza tym obcięte pasma musiałabym jeszcze pofarbować chemiczną farbą(naturalki od spodu sięgają prawie do samego końca) Jedyny dostępny kolor to bardzo trwały(polecacie jakąś farbę?) ciemny brąz lub czerń. Moje włosy nie są zbyt gęste, ale czy to aż takie ważne?
Wróciłabym do takiej długości:


Walczę jeszcze z gigantycznym przetłuszczaniem się włosów(wszystko pomaga jedynie na chwilę) i świądem skalpu.

Jak wyglądały wasze włosy w ciąży i po niej? Czego używałyście?

Próbowałyście "śmietany" sojowej? :D Muszę przyznać, że ma specyficzny smak.





czwartek, 4 lutego 2016

Kremowa babeczka :)

Witam.

Opis:

Jak można się oprzeć tak słodkiemu Panu Pierniczkowi? Nie próbuj się nawet bronić przed jego urokiem – po prostu rozkoszuj się aromatem świeżo upieczonych pierniczków, naturalnymi olejkami eterycznymi i maślanym dobrodziejstwem, które wygładzi Twoją skórę oraz doda sił witalnych i dobrze rozgrzeje!
Zapach: słodkie pierniczki
Zawiera naturalne olejki: Słodka Pomarańcza i Czarny Pieprz
Właściwości: rewitalizuje, rozgrzewa
Waga: 50g
O BABECZKACH
Chociaż nieduże, nasze babeczki są po brzegi wypełnione kremowym masłem kakaowym oraz shea, które to są doskonale znane ze swoich zdolności do głębokiego nawilżania oraz odżywiania skóry. To oznacza, że zamiast błyskawicznie musować w wodzie, jak Bomby, kremowe babeczki powoli i rozkosznie rozpuszczają się, uwalniając ciężkie od bogatych składników masełka i zmysłowe, czyste olejki eteryczne – prosto do wody i na Twoją skórę. Takie leniwe rozpływanie się może im zająć nawet 15 minut!
Babeczki są zwijane, wyciskane, formowane i dekorowane wyłącznie ręcznie. A więc każdy pojedynczy produkt jest absolutnie unikatowy!
SPOSÓB UŻYCIA
Wrzuć maślaną babeczkę do ciepłej kąpieli, a zacznie delikatnie rozpuszczać się, uwalniając do wody nawilżające masełko kakaowe, które odżywi Twoją skórę. Dla najlepszego efektu wetrzyj dokładnie babeczkę w ciało. Babeczka ma wysoką zawartość olejków, więc jest specjalnie polecana osobom z bardzo suchą skórą!
Pamiętaj, by po kąpieli dokładnie spłukać wannę.

Składniki: Sodium Bicarbonate, Citric Acid, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Zea Mays (Corn) Starch, Sucrose, Sodium Lauryl Sulfate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Parfum (Fragrance), Oryza Sativa (Rice) Powder, Aqua, Polyethylene Terephthalate, Albumen, Hydrogenated Vegetable Oil, Acrylates Copolymer, Shellac, Chondrus Crispus (Carrageenan), Aroma (Flavor), Acacia Senegal Gum, Lecithin, Carboxymethyl Hydroxyethylcellulose, Piper Nigrum (Pepper) Fruit Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Benzyl Benzoate, Cinnamal, Eugenol, Coumarin, CI 19140, CI 16035, CI 73015, CI 47005, CI 15985, CI 42090, CI 77000, CI 14700, CI 17200.
Link do produktuhttp://www.bliskonatury.pl/pl/p/Kremowa-babeczka-do-kapieli-SLODKI-PIERNICZEK/1525
Cena: 10,49 zł

Moja opinia:
Aktualnie moja kąpiel wygląda bardzo podobnie jak w okresie ciąży. Używam płynu do kąpieli Babydream fur Mama oraz olejku do pielęgnacji ciała Babydream fur Mama(dodaje kilka kropel do wanny) Babeczka okazała się przyjemnym urozmaiceniem. Pięknie wygląda, pysznie pachnie(słodko i zarazem ostro- zapach jest jednak bardzo delikatny) Moja skóra po ciąży zrobiła się strasznie sucha. Nie sądziłam, że babeczka tak dobrze ją nawilży. Mam małą wannę, więc użyłam jedynie połowy babeczki. To wystarczyło :) Rozpuszcza się uwalniając bardzo subtelną, kremową piankę.

Masełka zawarte w pierniczku idealnie otuliły moją skórę. Nie musiałam używać balsamu do ciała (co było dla mnie sporym plusem :))- czyli to idealna opcja dla zabieganych.
Sprawdzi się szczególnie u osób posiadających suchą skórę. Pokusiłam się o wypróbowanie babeczki na twarzy(taki mały test jak np. z dziecięcymi szczotkami do włosów testowanymi na policzku ;)) i muszę przyznać, że nie doświadczyłam uczucia ściągnięcia.

Miałyście ją? A może polecacie jakieś inne babeczki?



P.s ciekawa jestem jak będzie wyglądać nowe zdjęcie tytułowe, gdy moje naturalki całkowicie odrosną :D 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...